|
Strona 1 z 6
Szalik to chyba najważniejszy atrybut osobisty kibica. Na pewno zwyczaj noszenia szalików dotarł do nas z Zachodniej Europy. Od tego elementu garderoby kibica wzięło się przecież określenie "szalikowiec".
Szaliki Zagłębia W połowie lat 70-tych również i kibice Zagłębia zaczęli nosić szaliki w barwach klubowych. Oczywiście były to pasiaki. I w dodatku pasiaki robione na drutach przez mamy, babcie, siostry czy też dziewczyny kibiców. Młodszym kibicom – nie pamiętającym tamtej epoki - na pewno wyda to się dziwne ale tak to już było !! „Komuna” rządziła się swoimi prawami. Z jednej strony nie było tak jak dzisiaj małych prywatnych firm, które zajęłyby się produkcją szalików i przy okazji zarobiłyby na tym majątek !! A z drugiej strony zdobycie włóczki w odpowiednim kolorze również nie było łatwą sprawą. Nie ma co ukrywać – trzeba się było trochę postarać, żeby mieć szalik w ukochanych barwach. Żadnej łatwizny tak jak dzisiaj. Do tego wszystkiego można chyba jeszcze dorzucić jeszcze jeden aspekt – ludzie nie byli nauczeni przedsiębiorczości, tak jak dzisiaj. W zasadzie gdyby ktoś z młyna uruchomił małą dziewiarską maszynkę to nawet mógłby jakiś wzorek chałupniczo utkać!! Nie mówiąc już o prostszej „komercyjnej” pracy babci czy siostry. Cóż czasy były inne – i chyba dla zaradnych wystarczyło miejsca w badylarstwie i tradycyjnym rzemiośle – nikt nie rozglądał się za niszą, w której leży na ulicy parę groszy, po które można się schylić. Sytuacja wyglądała tak, że szalki były w 100% robione we własnym zakresie. A klub zajmował się produkcją proporczyków, znaczków, flag i wielu okolicznościowych gadżetów, o których na pewno napiszemy. Klub oczywiście nie dawał żadnych pieniędzy kibicom na oprawy. Oglądając dzisiaj kolorowe miesięczniki dla ultrasów widzimy fantastyczne oprawy – szkoda tylko, że nie ma tam przy ocenach jasno rozgraniczonych kategorii – „sponsorowane przez klub” i „za własne pieniądze kibiców”... 
Stare pasiaki miały to do siebie, że były niepowtarzalne !!! Każdy był inny !! Różniły się długością, rodzajem włóczki, odcieniami czerni i jeszcze bardziej zieleni (od ciemnej aż po beznadziejny seledyn), szerokością i długością odcinków zielonych i czarnych. Były fantastycznie różnorodne. Jeden kibic miał szalik szeroki, a innemu zwijał się w rulonik... Dzisiaj trudno przedstawić ich urok. Powód ? Brak kolorowych fotografii. Kiedyś panowała czarno-biała fotografia i niestety „zielono-czarny” szalik nie wygląda zbyt okazale w skali odcieni szarości. Ba, czasem trzeba się mocniej przyjrzeć, żeby dostrzec nasze szaliki na szyjach kibiców.
« start « poprzedni 1 2 3 4 5 6 następny » koniec » |