W historii kibiców każdego klubu są takie mecze, które pamięta się po wielu, wielu latach...
Pamiętne mecze ( kibicowsko )
| BKS BIELSKO-BIAŁA - ZAGŁĘBIE WAŁBRZYCH , 1982 | 
|
Na ten mecz kibice Thoreza zmobilizowali się w wyjątkowo pokaźnej liczbie. Dobra gra Zagłębia od początku rundy wyzwalała nadzieje na upragniony powrót w szeregi ekstraklasy. BKS również był w drugoligowej czołówce, spotkanie mogło mieć więc bezpośredni wpływ na awans. Nasz doping miał pomóc piłkarzom na powrót z tarczą z trudnego terenu. Zbiórka poszczególnych ekip Zagłębiaków jak zwykle na Dworcu Miasto. Czekamy na nocny, z przesiadką we Wrocławiu. Są już Śródmieście, Biały Kamień ze Szczawnem, wyjątkowo liczna Piaskowa, zjawiają się Gorce. Razem 115 głów , w tym... dwóch obserwatorów z Górnika Wałbrzych. Tak tak, były takie czasy. Sąsiedzi dopiero raczkowali w kibicowskim "fachu", a nam nie w głowie było zduszenie w zarodku młodego sąsiada. Wydawało nam się ciekawiej mieć rywala na własnym podwórku... Podróż do Wrocławia bezproblemowa. Zajmujemy jeden wagon, wielu rozpoczyna... poczęstunek. Na Dworcu Głównym niespodzianka . Spotykamy naszych przyjaciół ze Śląska Wrocław, którzy udają się gdzieś na swój pierwszoligowy wyjazd. Nie pamiętam już, dokąd się wybierali, chyba gdzieś daleko (Szczecin ?), ale z satysfakcją stwierdzamy, że jest nas dwukrotnie więcej. Koledzy ze Śląska z uznaniem kiwają głowami. Niezapomniany Kotlet, "wieczny" Pluto, Sarna, bracia M. i inni... Wspólny melanż na peronie. Po jakimś czasie udajemy się na sąsiedni peron i śpiewem żegnamy odjeżdżających przyjaciół z Wrocławia. Jeszcze chwila i jest podstawiany nasz skład. Jakoś nikt z podróżnych nie kwapi się do dotrzymania nam towarzystwa, okupujemy więc cały wagon. Towarzystwo rozkręca się na dobre. Śpiew, kolejka, śpiew, kolejka. W Opolu dwóch miejscowych śmiałków niepochlebnie wyraża się o Zagłębiu, co kończy się ganianką po peronach i oklepaniu jednego z nich. W międzyczasie okazuje się, że ktoś ze sobą wiezie niemałą ilość spirytusu, zakupionego od ruskich wojaków ze Świdnicy. To był błąd, bo teraz szybko następują "zgony" kolejnych Zagłębiaków. Dojeżdżamy do Katowic. Tu następna przesiadka i co tu dużo mówić, niektórych kolegów trzeba po prostu przenieść do pociągu do Bielska. Wbijamy się w kolejny pociąg. Nikt już nie ma sił śpiewać, tylko wachta ma dopilnować, by nie przejechać stacji docelowej. Wreszcie jest Bielsko-Biała. Do meczu jeszcze wiele godzin, więc rozłazimy się po mieście. Niektórzy gdzieś dogorywają, inni szukają piwiarni lub zwiedzają miasto. Na mieście dochodzi do pierwszych utarczek z miejscowymi i niewinnych ganianek. No, w końcu zbirza się godzina meczu. Wypoczęci i pokrzepieni :-) wbijamy się na stadion, gdzie jest już wielu naszych. Dojechało jeszcze trzech wałbrzyskich emigrantów z nieodległego Wodzisławia oraz dwóch fanatyków Zagłębia studiujących w Krakowie. Razem 120 głów, nieźle. Oczywiście, tak jak zawsze w tamtych latach, nie ma mowy o klatce bądź sektorze dla gości, zajmujemy więc centralny sektor vis-a-vis młyna gospodarzy. Spodobały się nam ich "rastafariańskie" barwy, ale już ich przyśpiewki na nasz temat zdecydowanie nie. Odszczekujemy więc im w podobnym stylu. Widzów około 6 tysięcy, wszyscy wobec nas raczej niechętni. Mija pierwsza połowa, atmosfera się zagęszcza. Kręcą się wokół nas podejrzane grupki, szalikowców i nie-szalikowców, różnych typów szemranych. Zaczyna się druga połowa. Naszym idzie ciężko, Bielsko przeważa i strzela bramkę. 1:0 dla gospodarzy. Miesjcowi w euforii. Jakiś dziarganiec wbija się w nasz młyn, z okrzykiem "I co k... hanysy !" (sic). Zostaje szybko spacyfikowany strzałem z partyzanta, podobnie jak dwóch jego ziomali podążających z odsieczą. Jest gorąco. Z dołu ekipa miejscowych szalikowców próbuje zerwać nasze barwy wiszące na płocie, ale siedząca przy fanach Piaskowa skutecznie odpiera atak. Duży poziom adrenaliny. Jesteśmy nabuzowani maksymalnie, wokół nas robi się pusto, dopingujemy naszych ze zdwojoną energią. A ci również dają ze siebie wszystko. Wreszcie Jurek Dryś strzela na 5 minut przed końcem na 1:1. Euforia. Jeszcze chwila i koniec meczu. Ale jesteśmy już otoczeni z obu stron przez tłum wrogo usposobionych miejscowych. Oczywiście zero porządkowych i podobnych służb. Wycofujemy się więc na tyły sektora, a następnie na parking klubowy. Uuuuu. Tam to już ma miejsce konkretna sieka. Wielokrotnie liczniejsi bielszczanie spychają nas między płot a autokar naszych piłkarzy. Pierwsze obustronne nokauty. W końcu Gorce wyrębują przejście w masie miejscowych i ewakuujemy się na pobliską stację kolejową (nazwy nie pamiętam). Jednak jest nas już tylko połowa. Inni gdzieś się rozpierzchli. Wpadają na stacyjkę pierwsi bielscy ściganici. Wpadają i natychmiast padają . Rozochoceni decydujemy się na demonstrację siły przed stacją. Dozbrajamy się czym kto może i czekamy na atak BKS-u. Ci jednak widząc sponiewieraną swoją pierwszą linię nie ponawiają ataku. Odpuszczają, a nam już nie w głowie ganianki po mieście. Czekamy na pociąg do Katowic, który w końcu nadjeżdża. Wyjazd, na następnych stacjach dołączają nasi zagubieni koledzy (jak się później okazało, pozostała część wróciła z piłkarzami). Niektórzy z nas szukają BKS-u w pociągu. No i paru się znalazło... Zmęczeni, szczęśliwi, choć niektórzy porozbijani, wracamy bez żadnych już przygód do domu.... Scenariusz rewanżu dopisało życie, czy może raczej ligowy terminarz. Zarówno Zagłębie, jak i BKS rywalizowały ostro do końca o awans . Bielszczanie mieli jeszcze przed sobą wyjazd do Górnika Wałbrzych. Czekaliśmy na Bielsko z niecierpliwością . Postanowiliśmy konkretnie im się zrewanżować. W dniu meczu montujemy około stuosobową ekipę i przez Park Sobieskiego udajemy się na stadion Górnika na Nowym Mieście. Schodząc z górki, w pobliżu kas, głośno demonstrujemy swą obecność. Stojąca tam młoda ekipa Górnika momentalnie rozpływa się po kątach. Wbijamy się na stadion. Kibiców Bielska nie widać. Rozłazimy się po trybunach, szukając gości. Nikogo. W poszukiwaniach pomagają nam niektórzy kibice Górnika, w tym para obserwatorów meczu w Bielsku. W końcu siadamy na miejscu młyna biało-niebieskich, wówczas bardzo niepozornego. Pozostaje nam oglądać mecz, licząc, że ktoś się pojawi bądź ujawni. W końcu w 2 połowie pada gol dla BKS-u . Są ! Kilku gości naprzeciwko, na niskiej trybunie demonstruje swoją radość. Szybko jesteśmy przy nich. I...rozczarowanie. To tylko cieszący się z utraty bramki przez Górnika sympatycy (nie szalikowcy) Zagłębia z Boguszowa- Gorc. Cholera, z naszego rewanżu nici. Dalej nic się nie dzieje, parę minut przed końcem żegnamy się ze znajomymi z Górnika i ze śpiewem na ustach, przez Park wracamy do swoich dzielnic. Obeszliśmy się smakiem... PS A w tym sezonie oczywiście nie dane było nam awansować do I ligi. Awansował niepozorny wówczas GKS Katowice . Wkrótce w jego ślady podążył Górnik Wałbrzych... BKS Bielsko wkrótce spadł z II ligi i na wiele lat zniknął "z powierzchni", tak, jak my 10 lat później... Do oczekiwanego rewanżu nigdy nie doszło. Ciąg dalszy przygód Zielono-Czarnej Armii nastąpi. timberwolf |